MOŻNA PAŚĆ.

No można paść na twarz!

Każda branża ma swoje mity. To fakt. Ale w dietetyce jest jednak najzabawniej. Mity pojawiają się jak grzyby po deszczu a ich autorzy, to wielokrotnie znani i lubiani, a czasem nawet z tytułami.

I tak oto rośnie w tempie kuli śnieżnej całe pokolenie (mam wrażenie, że nie pierwsze i nie ostatnie), które „odżywia się zdrowo”, bo używa soli himalajskiej, smaży na oleju kokosowym, pije herbatę ze słodzikiem,  nie jada kolacji, glutenu, laktozy, pieczywa, makaronu i wielu innych.

Nie ma to jak efekt czystych jelit i turnus z nasiadówkami dla zdrowotności. Można sobie jeszcze zapodać kroplówkę odchudzającą.

Ziemniaki są be, bo tuczą. A najwięcej witaminy C maja owoce cytrusowe. Miód jest mniej tuczący niż cukier, a coca cola zero nie zawiera cukru. A biały ser jest najlepszym źródłem wapnia. I owoce są tak zdrowe, że można jeść je bez ograniczeń. Jedzenie samych warzyw i owoców pobudza metabolizm. Wysoki cholesterol jest gorszy od braku ruchu. Ciemne pieczywo jest zawsze lepsze od jasnego.

Suplementy odchudzają. Ale warto dołożyć jeszcze papryczkę chili i ocet jabłkowy, by efekt był gwarantowany. Najlepsza jest jednak dieta kopenhaska, tylko już nigdy nie spojrzysz na jajka i szpinak. Albo nie, może dieta Dukana? Co tam zdrowe nerki i wątroba! Liczy się cel. Ale można jeszcze bardziej monotematycznie: dieta słoiczkowa, kapuściana, surowa. Wcale nie trzeba robić badań krwi, żeby się suplementować, bo magnez wcale nie jest antagonistą wapnia, a żelazo wcale nie jest toksyczne.

Byle szybko było.

Morbi in sem

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit. Donec odio. Quisque volutpat mattis eros. Nullam malesuada erat ut turpis. Suspendisse urna nibh, viverra non, semper suscipit, posuere a, pede.

asdadasdasd